fbpx

Edycja 2019 - miejsce I - Karolina Król – Zielnik

Atropa belladonna

– Gdybym wiedział, że pracuje tu taka ładna pani, zaglądałbym tu częściej – młody mężczyzna oparł łokcie na kontuarze i pochylił się nad pracującą florystką. – Jest pani tu nowa?

Dziewczyna obrzuciła go krótkim spojrzeniem i wróciła do wiązanych w dłoni kwiatów. Dziewięć prawie metrowych czerwonych róż już pozbawiła kolców, teraz tylko rafia i gotowe.

– Właściwie tak. Bezlitosne prawa rynku.

Czuła, jak gorące spojrzenie wdziera się w dekolt. Tym mocniej pochyliła się nad stołem. By nie mógł się oprzeć.

I się nie oparł.

– Sto dwadzieścia złotych – mruknęła.

Mężczyzna gwizdnął. Wyciągnął z marynarki portfel – gruby, czarny, pachnący luksusem.

– Cenisz się.

Dziewczyna znów zlustrowała go beznamiętnym wzrokiem.

– Pańska wybranka będzie zachwycona. To dobra odmiana, przed włożeniem do wazonu mógłby pan jeszcze przyciąć końce na skos i wsypać tę odżywkę do wody.

Mężczyzna skinął, położył dwa banknoty – stu- i pięćdziesięciozłotowy – na blacie.

– Za przemiłą obsługę – wyjaśnił, nachylając się w stronę dziewczyny. Przesunął językiem po swoich wargach i wlepił w nią zgłodniałe spojrzenie. – Chcę zostawić dobre wrażenie. Na następny raz.

Chwycił kwiaty. I syknął.

– Cholerne kolce.

– Przepraszam, musiałam jakiś ominąć. Proszę, tu chusteczka.

– Nie trzeba.

Mężczyzna wyłamał zakrwawiony kolec i rzucił na blat. Wsunął palec do ust.

– Czym byłaby miłość bez odrobiny bólu – spojrzał na dziewczynę ślisko, obrzydliwie. – Do zobaczenia.

Odprowadziła go wzrokiem. Gdy tylko drzwi zamknęły się, a elegancki mężczyzna wsiadł do swojego eleganckiego auta, florystka zgarnęła resztę liści z blatu do kosza. Potem zakluczyła drzwi i sięgnęła po rękawiczki. Ostrożnie chwyciła kolec z czerwonym, lśniącym końcem i poszła na zaplecze.

W płaskiej, okrągłej misie już czekały przygotowane dawno kwiaty.

jaki bukiet masz dla mnie tym razem, nemezis?

Zasuszona rosa canina, czyli dzika róża, odrobina niecierpka, czerwone pąki goździków i męczennica. Błękitna, piękna, w pełnym rozkwicie. Zbyt piękna, by umierać tak młodo.

kwiatuszku, będę cię kochał na wieki

Jeszcze tylko zalać rośliny wyciągiem z belladonny i posypać roztartym w moździerzu kolcem.

Zagrzmiało, a w małym pomieszczeniu zrobiło się ciemniej.

– Mihi nomen est Nemezis – szepnęła dziewczyna, ściągając rękawiczki. Chwyciła nóż.

Przesunęła ostrzem po wnętrzu dłoni i pozwoliła, by kilka kropel spłynęło na płatki kwiatów w misie.

– Veni.

Szept zmienił się w śpiew. Rośliny na półkach zaszeleściły, gdy lekki wiatr wypełnił pomieszczenie, unosząc włosy florystki jak płomienie.

To miała być ostatnia noc w życiu luksusowego Adama, eleganckiego mężczyzny, który w eleganckim hotelu wykorzystywał kolejną niewinną

kwiatuszku

dziewczynę

mam pieniądze i możliwości, odpierdol się, przecież wiem, że tego chcesz

Noc zakończyła się kwadrans przed północą.

Lilium

– I chcielibyśmy jeszcze, żeby przy klęczniku było mnóstwo takich białych drewnianych lampionów, wiesz, na pintereście tak widziałam, żeby mnóstwo świec było w środku, czekaj, pokażę na instagramie…

Młoda para siedziała w kącie kwiaciarni, specjalnie zaadaptowanym do tego rodzaju spotkań miejscu, na kanapie z pomalowanych na biało palet, wśród poduszek, lampionów i kwiatowych dekoracji.

Florystka notowała uwagi.

– I płatki róż wysypane na białym dywanie, da się to załatwić, nie? Jeszcze żeby dywan miał nasze imiona, byłoby cudownie, i koniecznie wstążki przeciągnięte na ławkach, żeby nikt nie wszedł w tym przejściu, żeby to było tylko dla nas.

Florystka kiwała głową, ale myślami była gdzie indziej. Dobierała kwiaty.

Tym razem najodpowiedniejsze wydały jej się lilie. Piękne, dostojne, pompatyczne,
o intensywnym zapachu, nieco trącące sztampą i kiczem, ale mające w sobie coś

lilije

co mogłoby oddać idealnie przyszłość tego związku.

Lilie w szklanych wazonach – piękno przy minimalnym wysiłku.

Żegnała narzeczonych z lekkim smutkiem. Szkoda tego chłopaka. Widać, że wpatrzony w dziewczynę jak w obrazek. Szkoda, że nie wie, że ona skłamie, przysięgając mu wierność i uczciwość małżeńską. Szkoda, że brakuje mu odwagi, by przerwać monolog przepięknej narzeczonej, wrzasnąć, że on wie, doskonale wie, że ona puszczała się z jego bratem, ale ślubna machina ruszyła i teraz jest za późno, by się wycofać.

Szkoda.

Gdy po wszystkim sprzątała kościół zauważyła, że niektóre lilie, symbol czystości
i szczerości intencji zdążyły pomarszczyć się i sczernieć.

Wiedziała dlaczego, w końcu wszystko, co zakryte, kiedyś ujrzy światło dzienne. Ale na razie to jej sekret.

Ziemia go z wierzchu zakryje, a na niej rosną lilije.

 

Convallaria

Ta noc była wyjątkowa. Księżycowa, jasna, spokojna. Zaplecze rozjaśnione białymi świecami wypełniał słodki zapach.

To lawendowy okrąg na podłodze, on tak pachniał. Lawenda, mająca niezwykłe właściwości uspokajania burz i niepokojów, była idealnym nawozem do usypanej w środku okręgu ziemi, czekającej na nasiona.

Nie na zwykłe nasiona.

Florystka zmieniła robocze ubranie i fartuch na białą, przewiewną sukienkę. Nuciła

raz królewna złotowłosa

cudny miała sen

że splatała złote włosy

złociste jak len

chodząc wśród świec wokół i ze szklanej fiolki, na której sama wyrysowała odpowiednie runy, strzepywała na ziemię krople wody.

Czasem wydawało się, że krople te nanizane są na nitki, spadają w posłusznych rzędach. Tam, gdzie spadły, natychmiast z ziemi wystrzeliwały wąskie, pojedyncze liście.

i przyszedł do niej grajek

na skrzypcach zaczął grać

i mówi: pójdź, królewno

konwalie ze mną rwać

Nie bez powodu mówi się, że konwalie to kwiaty zrodzone z łez, myślała florystka, patrząc, jak ziemia spiętrza się, a woda daje nowe życie.

Tej nocy płynęło wiele łez, w wielu domach. Dlatego ta noc była wyjątkowa. Wyjątkowy miał być również poranek i pierwszy klient.

Klientka, ubrana w czerń, zapuchnięta od płaczu i blada. Prosiła o dekorację trumny

mała, biała trumna, tak mała, boże, za mała

i jakiś bukiet.

– Niech pani to weźmie – powiedziała florystka na koniec, wręczając kobiecie przygotowany wcześniej pęk suchych roślin – miętę, paproć i koniczynę. – I zawiesi w jej sypialni. Da to pani pokój.

I odgoni tę rozpacz, która sięga po tabletki przeciwbólowe

to na migrenę

i alkohol, odgoni te złe duchy, które mówią, że skoro życie straciło sens, lepiej jest nie żyć. Da spokojny sen, a po pewnym czasie, gdy zawieszony w oknie pęk stanie się tak suchy, że będzie się kruszyć, pozwoli iść dalej, schować zabawki i ubranka, rozpocząć nowy etap.

Potem, czekając aż gąbka we florecie odpowiednio nasiąknie wodą, szykowała rośliny. Biała eustoma, róża gałązkowa, paproć

idź bezpieczną drogą, maleństwo

i konwalie, które nie miały prawa wyrosnąć. Nie w listopadzie. Przeczyło to prawom natury. 

Ale to były jej ulubione kwiatki.

Zaplecze pozwalało raz na jakiś czas naginać prawa natury. Przynajmniej kobieta
w czerni już nie płakała. Jej łzami stały się te konwalie i, wciąż zadziwiona

skąd pani wzięła te kwiaty, skąd pani wiedziała!, że to jej ulubione

spokojnie przetrwała pogrzeb.

 

Florystka wie, że niedługo będzie musiała stamtąd odejść. To nie „bezlitosne prawa rynku”, tylko fakt, że w nie tylko w tym miejscu kwitnie tak wiele różnorodnych roślin, zasługujących na to, by w jej zielniku zyskać swą prawdziwą twarz.

 

Jak bogowie pozwolą – jeszcze w tym cyklu.